Akcje promocyjne i marketingowe

LM News: Mikołaj Rey – o pasji do gotowania i swojej historii w zamku Montresor.

Mikołaj Rey, portret

Mikołaj Rey – kucharz i arystokrata w rozmowie z nami zdradził, skąd wzięła się jego pasja do gotowania. Potomek słynnego poety opowiedział o swojej historii w zamku Montresor, który LoanMe odwiedziło podczas realizacji projektu związanego z akcją charytatywną #DoJednejBramkizMaćkiem. 

LM News: Panie Mikołaju, od ilu lat jest Pan w Polsce? Dlaczego zdecydował się Pan zamieszkać właśnie tutaj, a nie we Francji?

Mikołaj Rey: Co prawda urodziłem się i wychowałem we Francji, natomiast przyjechałem do Polski w 1999 roku, jako świeżo upieczony maturzysta, ponieważ chciałem nauczyć się języka polskiego. W moim francuskim życiu polski był zawsze obecny, ale wtedy nic nie rozumiałem. W sumie od ponad 16 lat jestem w Polsce i zawsze chciałem ją odkryć. Ja nie należałem i dalej nie należę do tego typu ludzi, którzy wiedzą, czego chcą w życiu. Nigdy nie miałem takiego konkretnego planu – „dobra, będę bankierem, szoferem czy sportowcem”. Po prostu nigdy nie miałem jasnego kierunku, ani takiej intuicji, kim będę w życiu. Wiedziałem, że jest we mnie coś bardzo polskiego, właśnie z powodu dorastania w Montresorze. Jak zdałem maturę to mój ojciec wziął mnie na bok i powiedział: „Synu, jest mi trochę żal i wstyd, że nie zdążyłem Cię nauczyć polskiego, języka naszych przodków. Nazywasz się Mikołaj Rey, nie zdajesz sobie sprawy, co to znaczy, ale to jest ważne, żebyś dla siebie i naszego domu mówił po polsku”. Stwierdziłem – dobra. Plan był taki, żeby wyjechać do Polski, nauczyć się języka i wrócić. No i nie wróciłem. To był jedyny mały poślizg. (śmiech)

LM News: Co Pana łączy z polskim zamkiem w Montresor?

MR: Polski i francuski zamek w Montresor – to miejsce, które ma ponad 1000 lat, więc jest bardzo związane z francuską historią. To jedna z najstarszych budowli średniowiecza, jeśli chodzi o fortecę obronną. Do dziś ma podwójną warstwę murów obronnych. Ten kawałeczek polskiej historii w dolinie nad Loarą rozpoczyna się od 1848 roku. W zasadzie, mam wiele wspólnego z tym miejscem, bo wtedy moja rodzina się tu osiedliła. Mianowicie mój prawuj – Ksawery Branicki – kupił i wyremontował Montresor i od tego momentu moja rodzina ma ten majątek. O ile dla Branickiego Montresor stał się domem na wygnaniu, o tyle później dla reszty rodziny to był bardziej taki ‘dom letni’. Ksawery był skazany na śmierć przez cara Mikołaja I m. in. za głoszenie idei niepodległej Polski. Nie podobało się to na dworze rosyjskim. Powrót do ojczyzny, która wtedy była tylko cieniem, bo jeszcze się nie odrodziła, był dla niego niemożliwy. Bardzo tęsknił za Polską, dlatego tak umeblował Montresor, że tam wszystko przypomina polską historię. Można powiedzieć o Montresorze, że to jest taka wioska „Asterixa i Obelixa” Polaków zachowana w centrum Francji od 1848 roku do dziś. To mój rodzinny dom o głębokich tradycjach i myślę, że jest to bardzo udane laboratorium europejskiej integracji od blisko 200 lat. I to jest też godne zauważenia.
 

zamek, Montresor, Francja

LM News: Jak to jest wychowywać się w zamku z taką historią?

MR: Dla mnie to było bardziej wychowanie się w Montresorze. Całe terytorium tej wioski było naszym placem gry i zabawy. Moją młodość przypominam sobie poprzez pryzmat jednego słowa i to jest wielkie „W” jak „Wolność”. Miałem ogromnie dużo swobody w tym małym miasteczku, gdzie mieszka ok. 350 dusz. Co najmniej 20 domów należało do członków mojej rodziny albo bliskich przyjaciół. Było tam mnóstwo dzieci, które przyjeżdżały z okolicy na wakacje czy różne święta. Przyjeżdżało też dużo kuzynów z Polonii, z całego świata – Stany, Anglia, Afryka czy właśnie Polska. Nie tylko byłem wolny, ale w dodatku była tam taka egzotyka, akcenty z całego świata. Łącznikiem był język polski i wspólna historia związana z Polską. Poza tym,  są to stare mury położone w bardzo pięknym miejscu, było też wiele obyczajów związanych z tradycjami rodzinnymi. Mimo to, było to takie beztroskie francuskie życie, które możemy jeszcze zobaczyć w filmach z de Funès (przyp.: Louis de Funès). Taka Francja zupełnie urocza, ukryta i zagubiona.

LM News: Zaciszny zakątek?

MR: Tak. To zdecydowanie pozostawiło we mnie ślad takiej zdrowej, wesołej prostoty. (śmiech)  W tym wypadku arystokracja to nie snobizm czy wielkie tradycje, tylko świat prostych, życzliwych dla siebie ludzi. Można powiedzieć – taka wioska Hobbitów, ale zamieszkana przez Polaków i Francuzów.

LM News: Czyli nie wychowywał się Pan, jako stereotypowy  arystokrata tylko tak blisko ludzi?

MR: Stereotypy są bardzo groźne, więc wolałbym za długo o nich nie mówić. Pozory są tylko pozorami. Wiadomo, mieszkałem w takim nietuzinkowym miejscu i wiedziałem o tym. Byłem świadomy, że mam dosyć szczególne warunki, nie tylko materialne. Mieszkanie w takich starych murach jest  takim innym, niecodziennym doświadczeniem. Też ilość ludzi, która nas odwiedzała dała mi do myślenia. Często bywałem u moich przyjaciół – typowych, francuskich, „stąd” i rzeczywiście zauważyłem, że jest coś takiego światowego w tej mojej rodzinie, coś większego niż tylko jeden kraj, region czy majątek. Jesteśmy czymś sięgającym dalej. To są właśnie te tradycje i historia, która się zachowała. Te postacie, rysy i akcenty. To jest bardzo złożone i głębokie – taka pamiątka.
 

Zamek, Montresor, Francja2

LM News: We wrześniu wspieraliśmy akcję charytatywną #DoJednejBramkizMaćkiem. Maciek to młody sportowiec, który uległ wypadkowi samochodowemu. W akcję zaangażował się m. in. Gerry Blynberg (francuski celebryta), który organizował „Prorider Tour”. Przy okazji pobytu we Francji odwiedziliśmy Montresor, gdzie mieliśmy przyjemność porozmawiać z panią Marią Rey-Potocką oraz panią Karoliną Grocholską. Obie Panie postanowiły wesprzeć Maćka i przyłączyły się do akcji „LoanMe gra #DoJednejBramkizMaćkiem”. Pani Karolina opowiadała o licznych polskich akcentach i o tym jak bardzo ważna jest polska historia w tej miejscowości. Wspomniał Pan, że uczył się Pan języka polskiego dopiero po przyjeździe do Polski. Czy wcześniej myślał Pan o tym, aby rozpocząć tę naukę?

MR: Tak, na pewno, ale jak to ze mną… Dużo myślałem, a niewiele wcieliłem w życie. (śmiech) To jest taka klasyka niestety. Bardzo pragnąłem nauczyć się języka polskiego od dzieciństwa. Zacznę od początku… w 1946 roku wszyscy moi dziadkowie wyjechali z Polski, jako uchodźcy polityczni. Rodzice mojego taty mieli dom w Montresorze, więc tam trafili bezpośrednio. Znaczy, tak naprawdę dopiero we Francji mój dziadek poznał babcię, która też była na emigracji. Natomiast rodzice mojej mamy wędrowali po Europie. Moja mama urodziła się podczas tej podróży na południu Francji. Jak jeszcze nie miała roku to wyjechali do USA. Moja matka wychowywała się całe życie na Florydzie. W zasadzie wszystkie najpiękniejsze lata Stanów przeżyła tam. Z tego powodu mama nauczyła mnie angielskiego, jako mojego pierwszego języka, nawet, jeśli urodziłem się i wychowałem we Francji. Dopiero później, w szkole uczyłem się języka francuskiego. Ze względu na praktykę, to ten francuski stał się moim „pierwszym” językiem, najbardziej naturalnym. Myślę, że z tego powodu, że były dwa języki w domu, to rodzice stwierdzili, że trzeci to już będzie za dużo. Ale kłócili się w języku polskim i wtedy zapamiętałem słowo „cholera” dość wyraźnie. Nie wiedziałem do końca, co to znaczy, ale wydawało mi się, że to nie jest do końca pozytywne. (śmiech) Jak wspominałem – Polonia z całego świata odwiedzała nas w Montresorze i wszyscy zawsze witali się po polsku i rozmawiali w tym języku. Większość moich kuzynów urodzonych we Francji mówiła też po polsku, więc gdzieś tam dla mnie to była taka…

LM News: Ciekawość?

MR: Tak. Nawet trochę irytacja, że wszyscy „kumają”, a ja z bratem nie. (śmiech) To było trochę denerwujące. Myślę, że gdzieś tam, w zasadzie władałem całkiem dobrze trzema językami mając 17 lat, miałem więc pewne predyspozycje, które pozwoliły mi nauczyć się szybko kolejnego. 

LM News: W Montresor rozmawialiśmy z panią Marią Rey-Potocką, która bardzo podkreślała, że Pan, jako przedstawiciel rodziny, jest w Polsce i angażuje się  w różne akcje. W Internecie natknęliśmy się na projekt „Courage and Hope”. Może nam Pan opowiedzieć na czym on polegał?

MR: Generalnie pierwotny cel był skierowany do mnie. Może to jest trochę egoistyczne, ale bardzo realistyczne. Chodzi o to, żeby nosić pewne cytaty wydrukowane na koszulce, które mnie inspirują. To jest długa historia, ale główny zamiar to przypominać sobie o pewnych prawdach, wartościach, które są dla mnie szalenie ważne. To dosyć uniwersalne rzeczy, które dzielimy w sposób indywidualny – to taki paradoks. Nosząc pewne hasła, sam sobie pomagam w pewnych ćwiczeniach wewnętrznych. Czuję wtedy, że może będzie mi trochę łatwiej dać sobie radę z pewnymi sytuacjami właśnie dzięki temu. 

LM News: To takie rozwijanie wiary w swoje możliwości?

MR: Nie, nie. To raczej świadomość i wiara, że nie zawsze jest perfect (z ang.). (śmiech) Na samym początku, jak się nad tym zastanawiałem, to inspirować siebie to jedno, ale jak kogoś „spotyka” takie hasło, które nie jest komercyjne – nie mówię o tych artystycznych, które są bardzo piękne, ale większość haseł, które nosimy bardzo często nie ma przekazu… Należy pamiętać, że  ktoś może zobaczyć dane hasło i to może tę osobę zainspirować do robienia wielkich rzeczy. Nosząc takie cytaty np. Matki Teresy – „Lepiej zapalić świecę, niż przeklinać ciemność” - bardzo często spotykałem się z wielkim uśmiechem, nie zamieniając z kimś ani jednego słowa. I nie tylko ja. Rozdałem sporo tych koszulek i było dużo takich historii. Zdarzało się, że ktoś mówił: „nosiłem Twoją koszulkę w pociągu i wszyscy się do mnie uśmiechali”. Moja intuicja się sprawdziła. Z czasem zrozumiałem, że to jest bardziej ważne dla mnie wewnętrznie niż na zewnątrz, ale jeśli pomoże to też komuś innemu, to dobrze.
 

Rey, Mikołaj, jedzenie, kucharz

LM News: Co Pan sądzi o inicjatywach charytatywnych? Jak można pomagać osobom, które doświadczyły wiele nieszczęść w swoim życiu, takim jak Maciek?

MR: Inicjatywy charytatywne są godne podziwu. W ogóle to, że ktoś dba o drugą osobę, daje swój czas, energię sprawia, że oddaje to, co ma najcenniejsze. Dzięki takim właśnie postawom ten świat ma więcej światła w sobie i to jest coś, co  inspiruje. Daje nadzieję.

LM News: W Polsce zyskał Pan popularność, nie tylko ze względu na nazwisko, ale również w związku z udziałem w popularnym programie kulinarnym. Jak Pan odkrył w sobie pasję do gotowania? 

MR: W prosty sposób – bardzo lubię jeść. (śmiech) Może nie widać, ale naprawdę mam legendarny apetyt. Tym, którzy by chcieli więcej zjeść, a nie potrafią podpowiadam – jedzcie wolno. (śmiech) Podobno to jest zdrowsze. Lubię też konwersację przy posiłkach, więc tym bardziej to tempo jest hamowane. W tym przypadku ważne jest też to, gdzie się urodziłem. Moim zdaniem, Francja pozostaje – mimo olbrzymiej konkurencji gastronomicznej z całego świata – mekką kulinarną. Jeśli chodzi o kulturę, o to jak bardzo ludzie są świadomi tego, co jedzą,  swoich tradycji, regionalizmów. We Francji nie ma dnia, gdzie człowiek nie opowiadałby o tym, co zjadł, co dzisiaj przygotuje i co jutro będzie jadł. Tak samo, chyba nie ma filmu francuskiego, gdzie nie byłoby mowy o jedzeniu. Prestiż szefa kuchni we Francji również istnieje od wieluset lat. W Polsce to w zasadzie jest nowa rzecz. Pojawił się wtedy, kiedy rozpoczęto emisję programów kulinarnych. A dawniej? Kucharz to prawie facet z ostatniego „sortu”, pracujący w szarym miejscu, z petem w buzi. (śmiech) Wracając do Montresoru, to jak się weszło do restauracji to zawsze był moment, żeby komentować nie tylko smaki, ale też pracę kucharza. Do tego kontakt z pierwotnymi produktami, czyli mleko prosto od krowy, ryby z własnych stawów, myślistwo. Dla mnie to była klasyka. Mój ulubiony przysmak, jak byłem dzieckiem to przygotowane przez mojego tatę nerki cielęce w sosie śmietanowym z koroną ryżu. Przepyszne. 

LM News: Wiemy, że w związku z nazwiskiem miał Pan różne „przygody” w Polsce.

MR: Oczywiście. Nicolas Rey we Francji to bardzo anonimowe nazwisko. Natomiast Mikołaj Rey w Polsce? Teraz, jak się przedstawiam, to przychodzi mi to łatwo, ale nie zawsze tak było. Wcześniej, kiedy się przedstawiałem po polsku to miałem wrażenie, że ludzie patrzą na mnie jak na pomnik historyczny i nagle postarzałem się o 500 lat. Okazuje się, że „pomnik” może się uśmiechać. (śmiech) Ludziom się to podoba i reagują uśmiechem czy niedowierzaniem. Często było tak: „a tam przestań, co się ze mnie nabijasz?”. Albo takie sytuacje – formalności administracyjne czy załatwienie czegoś. Pada pytanie „Godność? Mikołaj Rey” – chlast, słuchawka odłożona i basta. Było kilka takich zabawnych sytuacji.

LM News: Panie Mikołaju, wiemy, że śpieszy się Pan w kolejną podróż. Nie zatrzymujemy już Pana dłużej. Bardzo dziękujemy za rozmowę i liczymy na relację z wyjazdu, na Facebooku. 

MR: Dziękuję bardzo! 
 

Z życia firmy

#LoanMeDlaAustralii – wspieramy zbiórkę zorganizowaną przez strażaków!

Australia od ponad trzech miesięcy walczy z pożarami. Ogień do tej pory pochłonął 10 300 000 ha powierzchni, zniszczył 2 000 domów oraz pozbawił życia 28 osób i 500 000 000 zwierząt! Jak podają media, w płomieniach zginęła 1/3 populacji koali. Przypominamy, że są one pod ochroną. Na świecie wiele ludzi i organizacji rozpoczęło akcje wsparcia i zbiórki finansowe dla poszkodowanych w Australii.

Pozostałe informacje

LoanMe po raz trzeci spłaca pożyczki swoich Klientów

6 grudnia 2019 r. już po raz trzeci rusza konkurs organizowany przez spółkę LoanMe pt. "Świąteczna Opowieść". Konkurs jest skierowany do Klientów firmy, którzy skorzystali z oferty pożyczki. Aby wziąć w nim udział, należy opowiedzieć jak pożyczka przyczyniła się do realizacji marzeń uczestników. Trzy najciekawsze historie zostaną nagrodzone częściowym umorzeniem zobowiązania! 

Akcje promocyjne i marketingowe

Finał akcji "LoanMe gra #DoJednejBramkizMaćkiem"

#DoJednejBramkizMaćkiem to inicjatywa rodziny i przyjaciół młodego sportowca – Maćka, który w wyniku wypadku samochodowego poważnie uszkodził mózg. Maciek potrzebuje intensywnej rehabilitacji i pomocy specjalistów.  Pracownicy LoanMe postanowili pomóc!

Akcje promocyjne i marketingowe

1000 km i finał projektu „LoanMe Charytatywnie Racing” w Lyon!

19 września 2019, o godzinie 7:00 rano rozpoczął się wyścig „Prorider Tour”. Uczestnicy mieli do pokonania aż 1000 km z Paryża do St. Tropez. Gerry Blynberg – francuski celebryta i dziennikarz motoryzacyjny wystartował w wyścigu, w szczytnym celu. Dziennikarz walczył o dofinansowanie na rehabilitację Maćka!

Akcje promocyjne i marketingowe

#DoJednejBramkizMaćkiem w polskim sercu we Francji!

Dzięki działalności charytatywnej LoanMe akcja #DoJednejBramkizMaćkiem dotarła aż do organizatorów wyścigu „Prorider Tour” (kliknij TUTAJ, aby obejrzeć I odcinek), ale nie tylko! Historia młodego Polaka poruszyła serca również w miejscowości Montresor – polskiego serca we Francji.

Akcje promocyjne i marketingowe

LoanMe gra #DoJednejBramkizMaćkiem!

Maciek Koziorowski to 24-letni sportowiec. W wyniku wypadku samochodowego jego mózg został poważnie uszkodzony, a on zapadł w śpiączkę. Maciek potrzebuje intensywnej rehabilitacji. Jego rodzina i najbliżsi przyjaciele robią wszystko, aby pomóc mu w walce o powrót do zdrowia. Tak powstała inicjatywa #DoJednejBramkizMaćkiem.

Z życia firmy

LoanMe ponownie wspiera Fundację Azylu pod Psim Aniołem

Trzy lata temu wspólnie z Joanną Krupą zorganizowaliśmy pierwszą edycję bankietu charytatywnego - „Zostań Psim Aniołem”. Podczas tego wydarzenia wiele Gwiazd polskiego show biznesu pojawiło się na czerwonym dywanie, aby wesprzeć Fundację Azylu pod Psim Aniołem. Nasi wolontariusze z drużyny „Akcja-Reakcja” ponownie odwiedzili placówkę. Tym razem wyruszyli na spacer ze spragnionymi miłości czworonogami.

Akcje promocyjne i marketingowe

Finał Summer Amber Festival 2019 – LoanMe głównym sponsorem wydarzenia

Kolejna edycja najgorętszego wydarzenia lata - Summer Amber Festival 2019 – przeszła do historii! Nadmorskie koncerty w rytmie muzyki rozrywkowej odbyły się kolejno w Krynicy Morskiej (11.07), Jantarze (12-13.07), Jastarni (24.07), Łebie (27.07) oraz w Ustce (10.08). LoanMe – już po raz drugi – było głównym sponsorem wydarzenia.

Akcje promocyjne i marketingowe

Summer Amber Festival w Łebie okazał się kolejnym sukcesem!

Za nami kolejna odsłona tegorocznej edycji najgorętszego festiwalu lata - Summer Amber Festival 2019! Tym razem - w rytmie muzyki tanecznej - odwiedziliśmy słoneczną Łebę! Imprezę zapoczątkował występ niezwykłego trio – zespołu Projekt HUBAS!

Akcje promocyjne i marketingowe

III odsłona Summer Amber Festival 2019 przeszła do historii!

W środę, 24 lipca port rybacki w Jastarni rozbrzmiał muzyką disco & dance. III odsłona Summer Amber Festival odbyła się właśnie w tym miejscu. Imprezę rozpoczął występ młodego zespołu „Projekt HUBAS”, którzy dźwiękami gitar przyciągnęli tłumy pod scenę. 

Akcje promocyjne i marketingowe

Wielkie otwarcie Summer Amber Festival 2019 za nami!

Summer Amber Festival 2019 to kolejna edycja nadmorskich koncertów w rytmie muzyki tanecznej. Za nami wielkie otwarcie tego wspaniałego wydarzenia! Odwiedziliśmy już pierwsze słoneczne miasta - Krynicę Morską (11.07.2019) oraz Jantar (12-13.07.2019). Dziękujemy za wspaniałe przyjęcie!